SILNIEJSZA DZIĘKI ŁYSIENIU

INSPIRUJĄCE OSOBY I ICH HISTORIE:

Niektórzy mawiają, że jesteśmy zbiorem naszych doświadczeń. Zarówno te dobre jak i te złe nas kształtują. Przez wiele lat łysienie było moim osobistym dramatem, który w dużej mierze przeżywałam w samotności. Nie dlatego, że nikt nie chciał mi pomóc, ale dlatego, że głęboko wierzyłam, iż tylko ja umiem zrozumieć jaki to jest problem. Wszystko to zdecydowanie mnie zahartowało. Myślę, że teraz zupełnie inaczej znoszę porażki. 17 lat temu straciłam kontrolę nad własnym ciałem, więc od tamtej pory zawsze próbowałam ją odzyskać na innych polach mojego życia. Pracoholizm i perfekcjonizm dostałam więc jako „efekt uboczny” alopecji. Pewnie zawsze miałam do nich predyzpozycje, ale tak silne poczucie „bycia wyrolowaną przez los” sprawiło, że za wszelką cenę starałam się nadrobić swoje „braki”. To uciążliwe głównie dla mnie samej i dla moich bliskich. Cieszę się przy tym, że jestem tego świadoma. Jednocześnie myślę, że dzięki chorobie jestem człowiekiem bardziej empatycznym i współczującym. Łatwiej mi zrozumieć, że ktoś może mieć słaby punkt, którego NIGDY nie dotykam. Nie dziwi mnie wcale, że utrata włosów wywróciła do góry nogami i zmieniła koleje losu również i życie mojej dzisiejszej rozmówczyni. To ciekawe jak podobne emocje nam toważyszyły, obydwie zaczełyśmy też chorować w tym samym wieku. Przeczytajcie jakie są doświadzenia Karoliny związane z łysieniem plackowatym.

W jakim wieku zaczełaś tracić włosy? Pamiętasz jak to wszystko się zaczęło?
Miałam 15 lat kiedy AA zaatakowało. Wszystko zaczęło się od małego placuszka z tyłu głowy, sytuacja postępowała tak szybko, że po miesiącu w ogóle nie miałam włosów. Z czasem, dzięki lekom, włosy odrosły, a ja myślałam, że teraz już będzie w porządku. Okazało się jednak inaczej.

Jak z perspektywy czasu oceniasz pomoc lekarską jakiej Ci udzielono?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, ale jeśli mam być szczera, nie oceniam tej pomocy pozytywnie. Zaproponowano mi sterydy, wypróbowaliśmy je, potem krioterapię, w której by zobaczyć rezultaty, potrzeba czasu. Wobec braku efektów rozłożono ręce, miałam jedynie ograniczyć stres. Byłam bardzo zawiedziona, bo taki brak konkretów oznaczał, że lekarze zwyczajnie nie wiedzą co robić.

Jakie emocje towarzyszyły początkom alopecji w Twoim przypadku?
Byłam nastolatką, dopiero co ukończyłam gimnazjum. Myślałam, że wezmę lek i choroba zwyczajnie mi przejdzie, a włosy urosną. Kiedy minął rok , dwa, trzy, a potem cztery- załamałam się psychicznie, trudno mi było patrzeć na swoją łysą głowę.

Jak Twoja rodzina przeszła całą sytuację?
Moja rodzina, która kocham najbardziej na świecie, dała mi dużo wsparcia. Gdy widzieli jak bardzo przeżywam chorobę sami nieraz podupadali psychicznie, ale jedncześnie podbudowywali moją pewność siebie, dzięki czemu w najbliższym gronie, mogłam zawsze czuć się swobodnie.

Jaki wpływ miał brak włosów na Twoje dorastanie?
Był to mój najgorszy okres w życiu, buntowałam się. Zadawałam sobie pytani: Czemu to ja jestem chora? Czemu mnie to spotkało?
Nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze, brakowało mi np. tak prozaicznej rzeczy jak wyjście do fryzjera.

Czy brak włosów powodował jakieś ograniczenia? Jeśli tak, to czy sama sobie je narzucałaś ze strachu przed zbytnią bliskością, czy może były one wynikiem wpływu społeczeństwa?
Nie stawiałam sobie barier. Był nawet czas, kiedy chodziłam na siłownie, personel podszedł do mnie z dużą otwartością. Czułam się rozumiana i akceptowana. Nie czułam ograniczeń związanych z tą chorobą.

Czy szukałaś pomocy u psychologów, przyjaciół czy innych powierników?
Tak, zdecydowanie. Dzięki rodzinie i ludziom dobrego serca udało się zebrać dla mnie włosy. Dostałam perukę, która miała mi pomóc w chorobie, w tym bym uwierzyła w siebie. Jestem za to ogromnie wdzięczna. Ci o, których mówię wiedzą o kogo chodzi.

Kiedy poznałaś pierwszą osobę, która również boryka się z łysieniem plackowatym?
Pierwszą osobą była Pani w jednej z fundacji. Dzięki Niej zaczął się mój nowy rozdział w życiu . To wspaniała kobieta, która bardzo mnie zmotywowała. Dzięki niej wiem, że łyse też może być piękne.

Jaki znalazłaś sposób by czuć się pewną siebie dorosłą już kobietą?
Zaakceptowałam łysienie plackowate, zmieniłam swój sposób myślenia i już nie boję się o tym mówić. Można powiedzieć nawet, że się tym chwalę, nie boje się pokazać na zdjęciach bez włosów. Uważam, że po tym, co przeszłam jest to olbrzymi krok.

Jaką masz radę dla osób, które w tej chwili usłyszały diagnozę?
Chciałabym, aby uwierzyli w to, że bez włosów też są piękni i choroba nie odbiera im możliwości spełniania marzeń.

A Ty? O czym marzysz?
Moim największym marzeniem jest to, by pokonać tę chorobę, by urosły mi włosy…

Tego właśnie Ci życzymy!

DROGI CZYTELNIKU!
Masz pytanie o utratę włosów? Chcesz dowiedzieć się więcej o AA? Chcesz poznać inne osoby z tą przypadłością? Wstąp do naszej grupy na Facebook’u (tylko członkowie znają tożsamość innych jej członków). Wystarczy kliknąć: ALOPECJANIE społecność osób dotkniętych łysieniem plackowatym
A może tak jak Karolina masz odwagę podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami na temat włosów zarówno w wymiarze praktycznym jak i emocjonalnym? Napisz do nas! Czekamy na Twoją historię!

Facebook
Facebook
INSTAGRAM